Muzeum Stolarki Wołomin http://www.muzeumstolarkiwolomin.bjm.pl Wed, 22 Mar 2017 13:19:41 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=5.7.6 2010 Koniec „Stolarki”? http://www.muzeumstolarkiwolomin.bjm.pl/2010-koniec-stolarki/ Sun, 01 Jan 2017 11:50:25 +0000 http://themes.artivity.co.uk/basix/?p=10370 Jeszcze nie tak dawno wołomińska Stolarka należała do największych i najlepiej prosperujących zakładów produkcyjnych na terenie powiatu wołomińskiego. Od kilku lat, mimo wielu prób poprawy kondycji finansowej fabryki, dało się zauważyć postępującą zapaść. W ostatnich tygodniach owa zapaść stała się faktem.
Stała się tragedia i to dotycząca zwolnionych ostatnio ponad 50 osób, którzy od kilku miesięcy nie otrzymują pensji. Są właścicielami 6 proc. akcji i na dziś nie mogą nawet liczyć na najmniejsze zwroty. Dramat dotknął setek osób, członków rodzin zwolnionych pracowników, którzy już niedługo nie będą mieli co włożyć do garnka.
W piątkowe przedpołudnie przed biurem „Stolarki” Wołomin, zgromadziło się około 70 osób, chcących zamanifestować swoją dezaprobatę dla poczynań właściciela firmy, który od jakiegoś czasu jest dla nich nieuchwytny. Według załogi, Prezes Jarosław Mikos sprzedał zakład, wcześniej wyprowadzając z fabryki do Lęborka drogie maszyny. Stopniowo pozbywa się załogi, likwidując kolejne działy. Najpierw stanęły okna, od czerwca drzwi, zaś od minionego piątku produkcja podłóg. W Stolarce pozostała nieliczna grupa pracowników magazynu, którzy w niedługim czasie i tak dostaną wypowiedzenia. – Dla wielu z nas Stolarka była zakładem rodzinnym, wielopokoleniowym. Znaczna część załogi przepracowała w fabryce wiele lat. Teraz okazuje się, że nie jesteśmy nikomu potrzebni. Ot tak „murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść”. Gdzie mnie przyjmą, skoro do emerytury brakuje mi zaledwie kilkanaście miesięcy? – pyta płacząc zdenerwowana kobieta. – Jest mi ciężko, sama wychowuję dwoje dzieci, nie wiem, co teraz będzie, straciłam jedyne źródło utrzymania – dodaje, ocierając łzy.

Fakty i mity
Od 1 czerwca kolejna duża grupa (blisko 50 osób) pracujących „na drzwiach” straciła pracę. Wcześniej kazano im zarejestrować się w Powiatowym Urzędzie Pracy. Ponoć „kadrowa” wręczała wymówienia, nie bacząc na fakt, że wielu zwalnianym zabrakło kilka miesięcy do emerytury. – Od pewnego czasu były problemy z wypłatą. Co miesiąc prosiłam o jakiekolwiek grosze, dostawałam jedynie marne zaliczki. Nikt nie brał pod uwagę, że ludzie nie mają za co żyć, muszą spłacać kredyty, opłacać czynsze i raty. W moim przypadku utrata pracy stała się rodzinną tragedią. Przestałam spłacać zaciągnięte kredyty, naliczają mi odsetki, bo nikogo nie interesuje, czy mam pieniądze czy nie. Po 32 latach potraktowano mnie jak śmiecia – opowiada Wanda, która nijak nie może pogodzić się z faktem, że z dnia na dzień została bez środków do życia. Przysłuchujący się naszej rozmowie Robert szybko „dorzuca” kilka kolejnych faktów. – Po 11 latach pracy (z dniem 31 maja) zgodnie z wypowiedzeniem, zakończyłem pracę w zakładzie. Od tego czasu nie dostałem wypłaty za przepracowane miesiące, nie otrzymałem odprawy, w sumie około 10 tys. zł. Takich jak ja, jest wielu. Nikt z nami nie rozmawiał, nikt nie mówił, że są wielkie kłopoty. Teraz okazuje się, że fabryki po prostu nie ma, zostały gołe ściany hali produkcyjnej. Ja sobie poradzę, młody jestem, ale dla innych to dramat. Z dnia na dzień zostali dziadami – mówi nie kryjąc złości.

– Robiłem tu 25 lat. Od dwóch miesięcy już nie pracuję. Firma wisi mi znaczną kasę. Nie błagałem jak inni o forsę, bo wiem, że ona mi się należy. Skończyły się rodzinne marzenia i plany, zaczęły kłopoty – wykrzykuje Waldek z działu produkcji drzwi.

Inny rozmówca kierując się w stronę zgromadzonego w biurze tłumu kolegów nie kryje nerwów. Rozpychając się na wąskim korytarzu staje przed nami, pyta skąd jesteśmy. Po chwili zastanowienia zaczyna swój wywód. – Panie, co tu się dzieje, to się w głowie nie mieści. Robią, co chcą. Nikt nie traktuje załogi, jako partnera. Nic się nam nie mówi, właściciel się gdzieś ukrywa, a zarządzająca w jego imieniu dyrektor nie „ogarnia tematu”. Trudno powiedzieć, czy odzyskam swoje pieniądze, ale nie odpuszczę. W razie czego zabiorę Mercedesa właściciela. Te 12 tys. zł, które mi jest winien szybko odzyskam. Jeszcze kilka dni temu proszono nas, byśmy nie brali urlopów, bo jest dużo roboty, a załogi mało. Przygotowywaliśmy wysyłki do Lęborka. Każda wolną chwilę siedzieliśmy w fabryce. Mamiono nas informacjami, że kondycja Stolarki jest dobra i idzie ku lepszemu. Dziś okazuje się, że nasza praca poszła na marne. Prezes gdzieś wyjechał, nie odbiera telefonów, nikt nic nie wie – mówi Grzesiek. – Ja go znajdę, niech pan to napisze. Obiecuje, znajdę – powtarza zaciskając pięści.

Bezradni akcjonariusze
– W latach 80-tych, w trakcie prywatyzacji Stolarki, w ręce załogi trafiły akcje. Ludzie kupowali je za ciężkie pieniądze. Ja też wzięłam, zaciągając bankowy kredyt. Dziś okazuje się, że mam je stracić, nie mogę odebrać udziałów. Obiecano nam, że wejdziemy na giełdę, będą zyski. I co? Zamiast nich są straty, tylko dyrekcja nie straciła. W marcu tego roku zebrało się nas kilkanaście osób, poszliśmy na rozmowę z prezesem. W jej trakcie obiecał nam, byśmy zrobili listę akcjonariuszy, złożyli ją w biurze, a on za jakiś czas się z nami rozliczy, stopniowo wykupi. W połowie maja dowiedziałam się, że zakład został sprzedany, prezes nie zamierza nam za nic zapłacić. On ma 94 proc., my pozostałą część. To są grube pieniądze, z których nikt nie zrezygnuje – opowiada była pracowniczka Stolarki. Wezwana do największej sali biura dyrektor, nie bardzo wiedziała, co ma robić. Próba uspokojenia ponad 70 osób szybko legła w gruzach. Pani nieudolnie usprawiedliwiała nieobecność prezesa, stwierdziwszy na koniec, że pieniędzy, póki co, nie ma. – Istnieje plan ich pozyskania, ale trzeba czasu – mówiła. Ta wypowiedź spotkała się z dezaprobatą załogi. Domagano się spotkania z dyrekcją, wyznaczając konkretną datę. Po kilkunastu minutach przerwy zorganizowanej na prośbę dyrektor, okazało się, że może wypłacić zaliczkę w kwocie 700 zł dla każdego. Z takiego gestu jednak nie chciano skorzystać. Zdenerwowani do granic byli pracownicy, prześcigali się w propozycjach „załatwienia sprawy”. Postanowili walczyć o każdy grosz, jaki się im należy. Domagali się ustalenia daty spotkania z prezesem.
W międzyczasie „bardziej zorganizowana” grupka pracownicza, tworzyła pismo do Prokuratury, twierdząc, że jest to zawiadomienie o domniemanym przestępstwie.
Marek Chrzanowski

Wieści Podwarszawskie 20 czerwca 2010 nr 24 (995)

]]>
2010 Forum Branżowe http://www.muzeumstolarkiwolomin.bjm.pl/2010-forum-branzowe/ Wed, 19 Oct 2016 09:14:48 +0000 http://themes.artivity.co.uk/basix/?p=10068 Sierpniowe wydanie miesięcznika Forum Branżowe przynosi wywiad z pierwszym prezesem zarządu i udziałowcem Stolarki Wołomin SA, który był autorem prywatyzacji dawnego wołomińskiego Stolbudu. Leszek Mazurkiewicz (na zdjęciu) już po ustąpieniu ze względów zdrowotnych z fotela prezesa spółki, współpracował z nowymi właścicielami, pomagał w kwestiach technologicznych i dzięki temu do końca obserwował procesy zachodzące w tym przedsiębiorstwie.

Swoimi spostrzeżeniami podzielił się z czytelnikami Forum, a oto jak widzi powody kryzysu dużych, postolbudowskich zakładów:
Żaden ze sprywatyzowanych zakładów dawnego Stolbudu nie poradził sobie samodzielnie: zlikwidowano zakłady we Wrocławiu, Gorzowie, Gnieźnie i Wołominie, nowych właścicieli ma Grybów, Sokółka i Włoszczowa. Czy to nie świadczy o grzechu pierworodnym tej formy prywatyzacji?

– Za każdym z tych przypadków stoi konkretna, odmienna historia i okoliczności, stąd nie można tak generalizować. Myśmy w 1992 roku zrobili prywatyzację sposobem spółki pracowniczej z pakietem kontrolnym 4-5 osób, ale nikt nam jej akcji nie podarował – myśmy musieli kupić udziały za własne pieniądze. Majątek zakładu był wówczas już mocno zdekapitalizowany, dlatego w ciągu pierwszych 8 lat praktycznie 90 proc. parku maszynowego zostało wymienione. Pochłonęło to ponad 80 mln zł. Dodatkowe 30 mln zł pochłonęło jeszcze przed rokiem 2000 uruchomienie zakładu podłóg. Nowe linie technologiczne pozwoliły na wprowadzenie nowych produktów i nie tylko poprawiły jakość wyrobów, ale pozwoliły również na wzrost efektywności i redukcję zatrudnienia do 1000-1100 osób. A to wszystko było możliwe właśnie dzięki prywatyzacji przedsiębiorstwa.

Nie zaprzeczy Pan jednak, że wszystkie przedsiębiorstwa dawnego Stolbudu utraciły praktycznie swoją pozycję na rynku?

– A to już zupełnie inna kwestia i nie wiązałbym jej z prywatyzacją, a raczej z brakiem doświadczenia w grze wolnorynkowej. Patrząc z perspektywy lat widzę, że wszyscy popełnialiśmy kardynalne błędy w budowaniu kanałów dystrybucji, w marketingu, w zarządzaniu strategicznym i w ogóle w sposobie naszej obecności na tym rynku. Mieliśmy pozycję dominującą i naszym wspólnym błędem było, że nie umieliśmy jej zachować. Przede wszystkim nie umieliśmy ze sobą rozmawiać i zamiast traktować się jak partnerzy w grze, zachowywaliśmy się jak wrogowie. Tylko dlatego, a z innej perspektywy patrząc, dzięki temu, miały szansę zbudować swoją obecną siłę takie firmy jak Porta, Drutex, Oknoplast czy Urzędowski.

Myśli Pan o jakiejś formie ówczesnej zmowy producenckiej?

– Nie o zmowie mówię, ale o takim postępowaniu, które nie prowadziłoby do nieustannej wojny cenowej, do podkupywana sobie dealerów i w efekcie do zdominowania rynku przez dystrybutorów. W połowie lat 90-tych pojawił się na przykład inwestor zagraniczny, który chciał kupić wszystkie ówczesne zakłady postolbudowskie. Gdyby wówczas do tego doszło rynek stolarki budowlanej w Polsce wyglądałby dzisiaj zupełnie inaczej. Być może wiele firm nie miałoby szansy wówczas tak bardzo urosnąć, ale i ceny i realizowane marże na tym rynku nie byłyby tak absurdalne jak dzisiaj są.

Ale i dzisiaj niektóre z tych nowych dużych firm także przeżywają swoje kłopoty..

– Duże przedsiębiorstwa są wręcz skazane na tego rodzaju kłopoty i pytaniem jest tylko czy potrafią wyjść z tego dołka w jakim niechybnie wcześniej czy później się znajdą. Bo albo firma jest rodzinna i da się nią kierować rodzinnie, kontrolować procesy w niej zachodzące, albo też urośnie już tak bardzo, że będzie musiała zmienić swoją strukturę i stworzy mechanizmy kontrolne już poza rodziną. Każdy zespół, nawet rodzinny, kiedyś wreszcie się wypala i potrzebuje bodźca do dalszego działania. Takim bodźcem może być kryzys organizacji firmy, ale albo znajdzie się wówczas właściwe rozwiązania dla tego kryzysu, wdroży się je skutecznie i pójdzie się dalej w górę, albo też się nie uda przełamać kryzysu i wejdzie się na ścieżkę w dół. Przykładem tego drugiego jest oczywiście nie tylko Wołomin.

Całość rozmowy w sierpniowym wydaniu miesięcznika Forum Branżowe. Prenumerata: www.okna-forum.pl

FORUM BRANŻOWE 05-08-10

]]>
2007 Stolarka wychodzi z cienia http://www.muzeumstolarkiwolomin.bjm.pl/2007-stolarka-wychodzi-z-cienia/ Tue, 18 Oct 2016 12:52:28 +0000 http://themes.artivity.co.uk/basix/?p=10049 – Przed nikim nie zamykamy drzwi, wręcz odwrotnie czekamy, aż ktoś do nas zapuka. Powracamy na rynek z podniesionym czołem, choć jeszcze niedawno o Stolarce Wołomin mówiło się źle. Po roku działania nowego zarządu jest całkowicie inaczej, co nie znaczy, że doskonale. Świadomi jesteśmy czekających nas wyzwań, czasem zupełnie nowych, jak brak ludzi do pracy – mówi prezes Jarosław Mikos.

Stolarka wychodzi z cienia

7 października minął rok od chwili, gdy w najbardziej zna­nym w Wołominie zakładzie pra­cy zatrudniającym ponad 700 osób, pojawił się nowy zarząd spółki. Rocznica stała się dosko­nałą okazją do tego, by choć przez chwilę podyskutować o tym, co zrobiono. Co zatem zadecydowało o tym, że po 12 miesiącach zakład zaczął wychodzić z cienia? Być może na wszystkim zaważyło doświadczenie obecnego prezesa, który menadżerskie szlify zdobywał kierując za­kładem branży telekomunikacyjnej, w którym podobnie jak tu, nie obyło się bez kłopotów. Mimo to wyszedł z opresji zna­komicie.
–               Gdy przeszedłem po raz pierwszy próg Stolarki, zdawa­łem sobie doskonale sprawę z wielkości i znaczenia zakładu dla tego terenu. Widząc zasadni­cze uwarunkowania miałem po­czucie, że nie będzie łatwo. Lu­bię wyzwania, zatem z podję­ciem decyzji nie wstrzymywa­łem się długo – relacjonuje z dumą prezes Mikos.

W podjęciu decyzji utwierdzi­ło go przekonanie, że Stolarka ma olbrzymie moce produkcyj­ne i bez rynkowej walki nie może się poddać. Wiedział o istnieją­cym parku maszynowym, do­skonałych fachowcach, ale i przeroście zatrudnienia. Był przekonany, że rynek budowla­ny będzie na tyle chłonny, że nie pozwoli upaść znanemu zakła­dowi. Zdawał sobie sprawę, że Stolarka musi w części pomóc samej sobie, ale i musi być moc­no dokapitalizowana.

–               W przeciągu roku zainwesto­waliśmy ponad 12 milionów zło­tych, dokonaliśmy restruktury­zacji i wielu zmian, które odczu­wa załoga. Bez tego z pewnością dziś mówilibyśmy o Stolarce – była. Dokonując tego otrzymali-

śmy twardą lekcję rynkowej rzeczywistości. Pamiętam doskonale jak brakowało funduszy na zakup surowców do produkcji, choć istniał rynek, jak borykaliśmy się z wypłatami dla pracowników i zapłatą dla kontrahentów. Najważniejszym problemem było poprawienie niskiej rentowności.

We wrześniu 2006 r. notowali­śmy milion złotych strat. Po roku niektórzy już o tym zapomnieli. I dobrze – wspomina prezes.

Restrukturyzacja Stolarki wciąż trwa. Jej efekty już wyda­ją się być zauważalne. Finanso­we, zostały dostrzeżone przez pracowników. Do zrobienia po­zostało jeszcze wiele.

Jednym z pierwszych działań nowego zarządu spółki było ograniczenie kosztów własnych, a tym samym rezygnacja z wianuszka niepotrzebnych i drogich doradców. Zredukowano zatrudnienie. Odeszli najsłabsi i to zarówno z administracji, jak i pro­dukcji. Dziś jest 620 osób.

– Przychody z 70 mln zł w 2006 r. dziś osiągają 92 mln zł. Zysk operacyjny dochodzi do 3 milionów złotych. To podstawowa skala zmian, odczuwalna przez załogę. Przez rok udało się nam zmienić politykę produkcji. Postawiliśmy na lepszy jakościowo wyrób, ale i znacznie droższy. Sięgnęliśmy, jak widać z powodzeniem, po klienta bogatszego. Stworzyliśmy Dział Kontroli Jakości. Nasza oferta stała się doskonalsza i bogatsza. Dokonaliśmy istotnych zmian w myśleniu menedżerów i pracowników

produkcji. Dziś wszyscy wiedzą, że u nas można zarobić, ale nie ma nic za darmo. Trzeba wal­czyć o podwyżki, które dosta­ją najlepsi. Nie ma zagrożenia finansowego spółki, mamy płynność finansową. Nie jest do­skonale, ale jest znacznie lepiej – podsumowuje prezes Jarosław Mikos.

Na kłopoty…

O niespodziewanych problemach, które tego zakładu jeszcze nigdy nie dotyczyły, czyli braku rąk do pracy mówi dyrektor per­sonality, członek zarządu spółki, Piotr Ślęczka. – Postawiliśmy na pracowników, mając poczucie, ze to oni są motorem naszych działań. Zapewniliśmy ich, że za dobrą pracę będą godziwie wynagradzani. Dla nich stworzyliśmy możliwości dodatkowego zarobku w soboty i w godzinach nadliczbowych. To swoisty i sprawdzający się mechanizm dowartościowania. Podnieśliśmy o 10 proc. stawkę minimalną do 7,60 zł chcąc pozyskać na trudnym rynku pracy właściwych ludzi. Czekamy na nich. Liczymy na kreatywnych, chcących zarobić, pracowników. Liczymy na fachowców i tych chcących nauczyć się zawodu. Poszukujemy kadry zarządzającej, potrafiącej pokierować grupą, ale i osób mających do zaprezentowania nowatorskie pomysły i rozwiązania.

Przed wszystkimi rysują się szanse kariery, awansu, przed nikim nie zamykamy drzwi. Poszukujemy osób na produkcję, która jest najważniejsza. To dla nich przewidujemy gorące napoje na zimne dni, już teraz remontujemy łazienki i pomieszczenia socjalne. Chcemy im pomóc w dojeździe do zakładu, dlatego też nosimy się z zamiarem organizacji transportu zbiorowego. Już niedługo sięgniemy po pracownicze zasoby z okolic Wyszkowa, Radzymina i miejscowości odległych od naszej siedziby. Chcąc liczyć się na rynku musimy się rozwijać. A rozwój spowodowany jest zwiększeniem produkcji. Mamy moce, mamy maszyny, brakuje rąk do pracy – mówił dyrektor personalny.

Marek Chrzanowski

Wieści Podwarszawskie nr 43/2007

]]>
2004 Nigdy nie zapomnę http://www.muzeumstolarkiwolomin.bjm.pl/2004-nigdy-nie-zapomne/ Sat, 23 Apr 2016 07:24:38 +0000 http://themes.artivity.co.uk/basix/?p=5574 Leszek Ners widział na własne oczy, jak powstawały Zakłady Stolarki Budowlanej.

Pan Leszek Ners mieszka w Warszawie i od wielu lat nie ma nic wspólnego z Wołominem. A jednak, gdy kilka miesięcy temu dowiedział się poniewczasie o jubileuszu 50-lecia Stolarki Woło­min SA, powróciły wspomnienia.

Urodzony w Płocku, przed wybuchem wojny skończył czte­ry klasy gimnazjum.

Plany dal­szej nauki pokrzyżowała wojna, która dosięgnęła także nastolet­niego chłopaka. W 1941 r. Leszek Ners szczęśliwie uciekł z trans­portu, wiozącego go na roboty do Niemiec. Następnie, w marcu 1946 r. rozpoczął naukę w liceum im. Małachowskiego, w równoległej klasie z późniejszym premierem Tadeuszem Mazowieckim.

Po ukończeniu szkoły średniej, chętny do dalszej nauki chłopak, przyjechał do Warszawy, na stu­dia na Leśnym Oddziale Techno­logii Drewna. Ukończył je w 1951 r. i jak sam mówi, droga do wo­łomińskiej Stolarki była prosta.

Wydajność była szalona

Leszek Ners rozpoczął pracę w Centralnym Zarządzie Zakładów Prefabrykacji i z dniem 1 maja 1951 r. został przeniesiony z biu­ra projektów do dyrekcji budowy. Do Wołomina przyjechał w lipcu, jako kierownik koordynujący do­kumentację techniczną. Widział na własne oczy, jak powstawały Zakłady Stolarki Budowlanej, a w 1953 r. uczestniczył w oficjalnym otwarciu zakładu i zapamiętał przemówienie wiceministra Ale­ksandra Wolskiego zakończone słowami: „Niech żyje Republika Polska”.

Gdy zakład rozpoczął działalność, inż. do spraw technicznych Leszek Ners został, jako kierownik drugiej zmiany, skierowany na produkcję.

– Jako kierownik zmiany pracowałem od 14. do 22., bez telefonów, bo ich zwyczajnie nie było, bez żadnego wsparcia i produkcja jakoś „szła”. Na jednej zmianie zakład miał produkować 144 tysiące metrów kwadratowych stolarki. I produkował, a pracownicy wyrabiali po kilkaset procent normy. Wydajność była szalona, jak ja pamiętam, to ludzie prawie biegali. Tym bardziej, że hala była ogromna, długość 223 metry, to nieraz, żeby było szybciej, biegaliśmy. Dodam jeszcze, ze pracujące wówczas w Stolarce towarzystwo było wyjątkowo zdyscyplinowane. Nikt nie narzekał, nie uskarżał się. A nie-

kiedy powody były i to całkiem poważne. Ot, na przykład, pod­czas budowy zapomniano o ko­tłach do ogrzewania i pierwszą zimę przetrzymaliśmy dzięki dwóm parowozom, które stały na bocznicy i ogrzewały zakład.

Przodujący w pracy

W kwietniu 1955 r. Leszek Ners otrzymał list uznania od Związ­ku Zawodowego Pracowników

Budownictwa i Przemysłu Materiałów Budowlanych następującej treści:

„Zakład Okręgowy nadaje Wam tytuł Przodującego w Pracy. podkreślając, że praca wasza stanowi poważny wkład w dzieło budowy podstaw socjalizmu w Polsce. Zarząd Okręgowy życzy Wam dalszych sukcesów na odcinku Waszej pracy”.

Takie to wówczas były przyznawane podziękowania.

Leszek Ners 2

Wspominam z sentymentem

W ZSB Leszek Ners pracował siedem lat, do końca 1958 r., gdy został służbowo przeniesiony do Przedsiębiorstwa Budownictwa Przemysłowego do Zakładu Produkcji Drzewnej. Potem życie różnie się potoczyło, Leszek Ners zajmował się szkolnictwem, przez trzydzieści lat uczył w szkole zawodowej, czasami pisał (w 1971 r. otrzymał nagrodę czasopisma ,,Technik Drzewnictwa” za artykuł pt. „Zastosowanie tworzyw sztucznych w stolarce budowlanej”), był zastępcą dyrektora Przedsiębiorstwa Zagra­nicznego „Strongweld”. Zawodowo czynny był do 1991 r.

Jednak z największym senty­mentem Leszek Ners wspomina wołomińską Stolarkę.

– To były pierwsze lata pracy, byliśmy młodzi, chcieliśmy coś robić. Byłem czynny jako racjonali­zator, razem z kolegami wprowa­dzaliśmy w zakładzie usprawnienia techniczne. Tamtego entuzjazmu, tamtej radości z dobrze wykona­nej pracy, nigdy nie zapomnę.

Leszek Ners 3

Leszek Ners zadzwonił do redakcji, a następnie opowiedział o swojej przygodzie ze Stolarką, bo po czasie dowiedział się o uroczystych obchodach 50-lecia zakładu. Leszek Ners, który był obecny przy powstawaniu zakładu, nie zo­stał zaproszony na jego uroczysty jubileusz.

Agata Bochenek

Wieści Podwarszawskie 15/2004

 

]]>
2003 Produkują okna, wspomagają sport http://www.muzeumstolarkiwolomin.bjm.pl/2003-produkuja-okna-wspomagaja-sport/ Sat, 23 Apr 2016 07:23:49 +0000 http://themes.artivity.co.uk/basix/?p=5567 Największy zakład produkcyjny w Wołominie- Stolarka, wytwarzająca przede wszystkim okna i drzwi, zatrudnia blisko 10 procent mieszkańców miasta. Ostatnio, dzięki wprowadzeniu nowych rozwiązań i urządzeń, zapylenie i zanieczyszczenie powodowane przez zakład znacznie się zmniejszyło. Bogaty zakład nie skąpi grosza sportowcom i organizacjom społecznym.

— Kiedyś w dobrym tonie by­ło dofinansowywanie imprez, obozów dla dzieci, ale to wszy­stko robiło się z polecenia partii — mówi Elżbieta Domańska, kierownik oddziału organizacyj­nego Urzędu Rejonowego Woło­mina. Dzisiaj sponsorem jest tyl­ko ten, kto ma pieniądze. Stolar­ka jest w tej chwili najbardziej

zachodnim przedsiębiorstwem w Wołominie pod względem polityki socjalnej i ekonomicznej, jest w stanie dofinansować nie tylko duże przedsięwzięcia, ale także wspomóc drobne inicjatywy.

Od momentu przekształcenia formy własności wołomińskiego Zakładu Stolarki Budowlanej w 1992 roku, przedsiębiorstwo jest najbardziej ekspansywnie roz­wijającym się zakładem produk­cyjnym w mieście.

— Prywatyzacja tego zakła­du przebiegała wzorcowo — mówi burmistrz Wołomina, Je­rzy Mikulski. — W gminie wo­łomińskiej mieszka ok. 50 tys. osób. Pracownicy Stolarki i ich rodziny stanowią 10% ludno­ści miasta, a przeciętna płaca w tym zakładzie wynosi 1200 zł, nie biorąc pod uwagą upo­sażenia dyrekcji. W pewnym momencie powstała potrzeba zmiany podejścia do procesów produkcyjnych, związków z lokalną społecznością i ściśle związanej z tym polityki eko­logicznej zakładu. Już dzisiaj da sie to odczuć.

W ciągu ostatnich lat zakład zrealizował kilka inwestycji, które pozwoliły na zmniejszenie emisji pyłów i zanieczyszczeń gazowych, obniżenie natężenia hałasu. Wywożone niegdyś na miejscowe wysypisko śmieci i odpady produkcyjne są spalane w bezpiecznych warunkach na miejscu w zakładzie. Znana jest w całej gminie działalność Sto­larki na rzecz sportowców.

— Utrzymują nie tylko własną drugoligową drużynę siatkarską, dofinansowują również nas — mówi kierownik klubu piłkarskiego „Huragan”, Jerzy Kasprzak. — Obecnie opłacają nam trenera, zakupili także sprzęt.

Stolarka wspiera przede wszystkim lokalne pomysły, lecz nie tylko sportowe. Jest w stałym kontakcie z kilkoma organizacjami i instytucjami społecznym. Dyrektor administracji szpitala w Wołominie uważa jednak, ze Stolarka nie pomaga najbardziej potrzebującym. — Nasz szpital jest biedny, jak wszystkie inne placówki zdrowia. Znajduje sięw pobliżu zakładu, jednak nigdy nam je­szcze nie pomogli — twierdzi.

ALINA KUZMINA

]]>
2001 Zwolnienia w Stolarce http://www.muzeumstolarkiwolomin.bjm.pl/2001-zwolnienia-w-stolarce/ Wed, 20 Apr 2016 12:30:52 +0000 http://themes.artivity.co.uk/basix/?p=5448 Do Powiatowego Urzędu Pracy w Wołominie coraz częściej przychodzą byli pracownicy Stolarki. W marcu to największe przedsiębiorstwo powiatu zagroziło władzom miasta, że jeżeli nie zostanie zwolnione z podatku gminnego, wymówi pracę trzystu osobom. Pojawiły się plotki o rychłym upadku zakładu.

Władze firmy dementują te pogło­ski. Ich zdaniem, kłopotów finanso­wych nie ma, a ruchy kadrowe to tyl­ko restrukturyzacja.

—             Faktycznie, do urzędu zgłaszają się byli pracownicy Stolarki — przy­znaje kierownik wołomińskiego PUP Jolanta Tlaga. Zakład nie informo­wał nas jednak o tym, że zamierza przeprowadzić zwolnienia grupowe. Coraz większa liczba zgłoszeń może jednak świadczyć o tym, że coś w za­kładzie się zmienia. O co chodzi, trzeba już pytać w Stolarce.

—             Byli pracownicy naszej firmy, ostatnio zarejestrowani w PUP-ie, to głównie osoby odchodzące na przed­emerytalne zwolnienia lub przed­emerytalny zasiłek — uspokaja pre­zes Stolarki Helena Kusiak. — W pierwszym przypadku takie osoby otrzymują 90 procent emerytu­ry, w drugim 120 procent zasiłku dla bezrobotnych. Nie są to ruchy mogą­ce świadczyć o słabej kondycji bądź, co gorsza, o kłopotach firmy. To zwy­kła restrukturyzacja związana ze zmianami, jakie zachodzą w syste­mie produkcji w naszej branży. Odchodzą ludzie, którzy są da tego uprawnieni. Za to cały czas pracują ci, którym stałe zajęcie jest niezbędne. Rotacje kadrowe w naszej firmie były zawsze. Ludzie odchodzili, ale i przychodzili. Tak jest i teraz. Chodź może przyjmujemy znacznie mniej osób niż dotąd, staramy się wymieniać kadrę. Stale szukamy pracowników wysoko wykwalifikowanych. Fakt, ostatnio zwalniamy więcej niż przyjmujemy.

Złożony w marcu wniosek Stolar­ki o umorzenie podatku gminnego władze przedsiębiorstwa tłumaczą chęcią nawiązania bliższej współpracy z władzami miejskimi, nie zaś próbą ratowania firmowej kasy.

— Liczyliśmy, że władze pójdą nam na rękę — mówi Helena Kusiak. — Mieliśmy nadzieję, że jako największy pracodawca w powiecie, zostaniemy zwolnieni chociaż częściowo z podatku. tak jak inne duże przedsiębiorstwa na tym terenie. Rządzący gminą nie ugięli się jednak mimo straszaka, jakim miała być groźba zwolnień. Podatki płacimy nadal i to dotrzymując wszelkich terminów.

Helena Kusiak twierdzi, że słaba sytuacja polskiej gospodarki odbija się również niekorzystnie na obrotach firmy. Zapaść, bezrobocie, konkuren­cja, zastój w budownictwie i zima, która zawsze dla tego typu zakładów jest okresem mniejszych obrotów, da­ły się we znaki również Stolarce.

— Nie ma się co oszukiwać, nie jest dobrze — przyznaje Helena Ku­siak. — Kryzys się pogłębia i nie na­leży się spodziewać, że zakończy się w tym roku. Słabe są również pro­gnozy na rok następny. Przed wybo­rami nikt nie myśli o ratowaniu gospodarki. Wszyscy zajmują się walką o miejsca w parlamencie. To niestety normalne.

Choć sprzedaż wyrobów zakładu znacznie się ostatnio zwiększyła, to przewidywane zyski z eksportu przy tak wysokim kursie złotego będą niższe, niż oczekiwano. — Złoty stoi mocno i jest to dla nas sytuacja niezbyt korzystna — mówi prezes Ku­siak. — Rozszerzamy jednak nasza ofertę i rozbudowujemy sieć punktów sprzedaży. Zakład ma płynność finansową. Regularnie płacimy wszystkie należności, nie mamy żadnych zobowiązań. Inwestujemy. Tak­że nasze zobowiązania wobec pra­cowników są terminowo realizowa­ne. Czujemy się fair w stosunku do nich. Firma nie pada, zwolnień gru­powych również nie będzie.
W powiecie wołomińskim bez­robocie sięga 15 procent. 12 tys. mieszkańców nie ma pracy. Sto­larka Budowlana Wołomin jest największą firmą po tej stronie Wisły. Zatrudnia ok. 1.2 tys. osób.

PIOTR SIEŃKO

Życie Warszawy 20-06-2001

]]>
2000 Drzwi i okna produkujemy na własne konto http://www.muzeumstolarkiwolomin.bjm.pl/2000-drzwi-i-okna-produkujemy-na-wlasne-konto/ Mon, 18 Apr 2016 15:42:52 +0000 http://themes.artivity.co.uk/basix/?p=5421 Pracownicy Zakładu Stolarki Budowlanej w Wołominie są od dwóch tygodni właścicielami swojego przedsiębiorstwa. Przejęcie zakładu nastąpiło siedem lat wcześniej niż planowano.

W 1992 r. 850 pracowników ZSB zawiązało spółkę, wykupując jej akcje. Brakujący kapitał zgromadzono sprzedając część akcji kilku inwestorom zewnętrznym, którzy objęli mniej niż połowę udziałów spółki. W grudniu 1992 r. podpisano z ministerstwem budownictwa umowę leasingu majątku spółki, która zakładała, że ostatnia rata lesingowa spłacona zostanie w 2002 r. Tymczasem już po trzech latach udało się spłacić połowę wartości zakładu, zakupić jego majątek, a pozostałą część należności wobec dotych­czasowego właściciela rozłożyć ma dogodne, kwartalnie spłaca­ne raty. 14 grudnia tego roku podpisano akt notarialny kup­na-sprzedaży przedsiębiorstwa.

Zakład Stolarki Budowlanej — Wołomin SA, jedna z naj­większych firm tej branży w Polsce, zatrudnia 1100 osób. Miesięcznie wytwarza 70 tys. drzwi i okien (25-30% rynku stolarki budowlanej), które po­przez sieć ok. 120 dealerów sprzedawane są w całym kraju.

Jak twierdzi Zofia Teluk z Ministerstwa Gospodarki Prze­strzennej i Budownictwa, w podobny sposób prywatyzowany będzie Zakład Stolarki Budowlanej we Włoszczowej.

KLOSS

]]>
2000 Początki Zakładów Stolarki Budowlanej w Wołominie http://www.muzeumstolarkiwolomin.bjm.pl/2000-poczatki-zakladow-stolarki-budowlanej-w-wolominie/ Tue, 15 Mar 2016 14:04:34 +0000 http://themes.artivity.co.uk/basix/?p=5085 Początki Zakładów Stolarki Budowlanej w Wołominie (ze wspomnień długoletniego pracownika Tadeusza Bońskiego)

,,50 lat temu, w 1949r., położono pierwsze fundamenty zakładu pod nazwą Kombinat Drzewny Stolarki Budowlanej Wołomin. Teren przyszłego zakładu stanowiły krzewy, bagna i trzy ładne stawy pełne ryb: szczupaków, linów, karasi i innych. Najpierw przywieziono dwa samochody desek, których pilnowal mój ojciec, Jan Boński, pierwszy pracownik zakładu.

Ja przywoziłem ojcu obiady i jako 12-letni chłopiec obserwowałem budowę. Na jesieni 1949r. zostały zalane pierwsze fundamenty pod halę produkcyjną i biurowiec. Równocześnie stawiano prowizoryczne stolarnie, w których produkowano stolarkę na budowę hali produkcyjnej. Jako chlopiec widziałem wielki zapał ludzi do pracy, chociaż podstawowymi ich narzędziami były tylko łopata, siekiera i ręczna piła. Równocześnie zbudowano bocznicę kolejową, którą dowożono materiały niezbędne do budowy zakła­du. Zapał do pracy udzielił się i mnie, gdy po ukończeniu Szkoły Podstawowej nr 2 w 1952r. zatrudniłem się tu jako goniec. Do moich obowiązków należało zawożenie do Ministerstwa Budownictwa w Warszawie korespondencji i przywożenie stamtąd również korespondencji, wytycznych itp. Jeździłem pociągiem, tramwajem, a potem wysiadałem na ulicy Marszałkowskiej i po gruzach przechodziłem na ulicę Jasną, gdzie mieściło się Ministerstwo Koresponden­cji ,woziłem przez dwa lata”.

Według relacji Tadeusz Bońskiego, który mie­szkał niedaleko zakładu, w wyniku budowy zu­pełnie zmieniło się środowisko naturalne. W okresie intensywnych opadów poziom wody w rzeczce Czarnej, zwanej popularnie Trzeciakiem (ponieważ płynęła 3 km od Wołomina), podno­sił się do tego stopnia, że woda wylewała aż w okolice dzisiejszego Eltoru. W tak powstałym rozległym jeziorze pływały liczne ryby, które łowili wędkarze z okolic. Woda była czysta, nie­mal krystaliczna. Po drugiej stronie torów, gdzie powstały liczne domy jednorodzinne, mieścił się nowy cmentarz żydowski z nielicznymi jeszcze nagrobkami. Dziś nie pozostało po nim śladu, podobnie jak po stawach, bagnach i zaroślach zarzuconych ziemią i piaskiem w czasie budo­wy ZSB. W 1953r. Zakłady Stolarki Budowlanej zostały oficjalnie oddane do użytku. Była to wiel­ka uroczystość z udziałem sekretarzy PZPR, dygnitarzy lokalnych i z ministerstwa. Wkrótce później zmarł Stalin, nastąpiła „wielka żałoba w zakładzie, ludzie płakali”. Pierwszym dyrek­torem został partyjny inż. Opoczyński, czarny i przystojny mężczyzna. Po nim nastali Miller, Mieczysław Rzęsa, Bronisław Jurkiewicz i w końcu Leszek Mazurkiewicz.

„Ja przechodzę jako uczeń na produkcję w zawodzie stolarza. Do hali produkcyjnej zosta­ły sprowadzone maszyny do obróbki drewna

produkcji szwedzkiej. Wówczas stanowiły szczyt techniki. Ruszyla produkcja, głównie okien i drzwi, ale wiele prac nadal wykonywano ręcznie piłą, strugiem czy pędzlem. Wraz z rozbudową zakładu, w którym znalazły zatrudnienie setki ludzi, zbudowany został przystanek kolejowy Wołomin-Słoneczna”.

W 1957r. przy Zakladach Stolarki Budowla­nej zorganizowana została Robotnicza Spółdzielnia Mieszkaniowa „Słoneczna”. Pierwszym jej prezesem został Józef Lipski. Początkowo budowała bloki zakładowe dla pracowników ZSB, ściągających fachowców z całej Polski. Później spółdzielnia mieszkaniowa stała się dostępna dla wszystkich, których stać było na zakupienie mieszkania. Do 1967r. zbudowała 17 bloków dla sześciuset rodzin. Dalszy rozwój doprowadził do powstania następnych osiedli mieszkanio­wych w Wołominie, Kobyłce i Ząbkach. Lipski założył też spółdzielnię budowy domów jednorodzinnych w pobliżu ZSB.

„Zakład rozwija się i rozbudowuje w latach 60 i 70, zatrudnia ponad 2 tys. pracowników (tu drobna nieścisłość, w 1955r. zatrudniał 800, w 1978r. -1978). Jest jednym z największych tego typu zakładów w całej Polsce, produkuje wyroby dość dobrej jakości. Zapotrzebowanie na nie jest duże, praca odbywa się na dwie zmiany, a częściowo i na trzy”.

Juz w 1955r. ZSB zaczęły eksportować swe wyroby na rynki zagraniczne. Eksport zwiększył się w latach 60., gdy w Polsce spadło tem­po wzrostu budownictwa mieszkaniowego i zmalało zapotrzebowanie na stolarkę budowlaną. Zaczęły się dostawy do Austrii, NRD i Skandynawii, rozpoczęto świadczenie usług budowlanych dla Libii, co okazało się zresztą mało opłacalne dla za­kładu, a bardziej dla pracowników zarabiających tam dolary, mające wtedy w Polsce niebotyczną wartość. W 1967r. ZSB przeszły na eksperyment ekonomiczny, polegający na powiązaniu efektów ekonomicznych z material­nym zainteresowaniem pracowników. Według oficjalnych wtedy ocen nastąpił wzrost wydaj­ności pracy i poprawa stanu dyscypliny. Fak­tycznie jednak gospodarka nakazowo-rozdziel­cza epoki PRL okazała się niereformowalna i wkrótce nastąpił wielki krach, a w ślad za nim upadek całego ustroju.

„W latach 90. zakład został przekształcony w Spółkę Akcyjną. Prezesem Spółki został mgr inż. Leszek Mazurkiewicz. Obecnie zakład roz­budował się nie do poznania. Przejął tereny są­siedniego Mazowieckiego Przedsiębiorstwa Budownictwa. Teraz na miejscu trzech stawów, w których pływały ryby, stoi piękna hala. Rozpoczęto w niej w tym roku produkcję palet podłogowych. W hali głównej stolarni pracują nowoczesne obrabiarki, linie pro­dukcyjne sterowane przez komputery, urzą­dzenia nieporównywalne do parku maszynowe­go sprzed niewielu nawet lat. Również jakość wyrobów nie może być porównana do tych z niedawnej przeszłości. Zakład posiada odzna­kę „Teraz Polska” i wiele innych wyróżnień. A hala główna, biurowiec i inne budynki wyglą­dają o wiele bardziej okazale niż na początku działalności produkcyjnej”.

Tadeusz Boński przepracował w ZSB 43 lata. Zaczął karierę zawodową od gońca i ucznia, skończył jako brygadzista i ustawiacz maszyn. Teraz jest na emeryturze. Do swego zakładu pracy zachował duży sentyment. Takich ludzi jak on, związanych przez cale życie zawodowe z ZSB, są dzisiaj setki.

Opracował Leszek Podhorodecki

Wieści Podwarszawskie nr 8/2000

]]>
1999 Wielkie zmiany na koniec roku http://www.muzeumstolarkiwolomin.bjm.pl/1999-wielkie-zmiany-na-koniec-roku/ Tue, 19 Jan 2016 10:00:09 +0000 http://themes.artivity.co.uk/basix/?p=10064 Nowy zakład, nowy produkt i system jakości Stolarki Wołomin SA

W październiku tego roku Prezydent RP Aleksander Kwaśniewski wręczył Stolarce Wołomin SA certyfikat systemu jakości ISO 9002, otworzył także zakład wytwórczy – nowego na polskim rynku produktu – podłóg warstwowo klejonych.

Uroczystość wręczenia certyfikatu ISO oraz otwarcia zakładu podłóg warstwowo klejonych. Od prawej: Prezydent RP Aleksander Kwaśniewski, Leszek Mazurkiewicz – prezes Zarządu Stolarki Wołomin SA, Witold Flis – KEMA.

Konkurencja w branży stolarki otworowej jest w Polsce ogromna. Powstało wiele zakładów ostro rywalizujących ze sobą jakością i atrakcyjnością produktów. Rosną także wymagania odbiorców. Podjęcie działań na rzecz ciągłego doskonalenia jakości produkcji i obsługi klienta staje się decydujące o pozycji firmy na rynku. Stolarka Wołomin SA jest niekwestionowanym liderem sektora, mimo to zarząd i kadra spółki zdecydowali, że firma musi pójść jasno wytyczoną drogą dalszego rozwoju.

Najważniejszym kierunkiem rozwoju było postawienie na jakość. „Polityka Jakości” podpisana przez Leszka Mazurkiewicza, prezesa zarządu, zakłada stałe doskonalenie jakości wyrobów, wychodzenie naprzeciw potrzebom odbiorców w zakresie asortymentu, standardu i estetyki produktów, jak również doskonalenia jakości obsługi klientów.

W kwietniu 1997 r. zarząd spółki podjął decyzję o wdrożeniu w przedsiębiorstwie systemu jakości według norm ISO 9002. W dniu 20 października 1999 r. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski wręczył prezesowi Leszkowi Mazurkiewiczowi certyfikat ISO 9002, przyznany Stolarce Wołomin SA przez KEMA RQP – jednostkę certyfikującą.

– System zapewnienia jakości w Stolarce Wołomin SA jest ukierunkowany przede wszystkim na klienta, jego potrzeby są bowiem priorytetem dla firmy. Funkcjonuje już w momencie przyjmowania zamówienia – kiedy trzeba zdefiniować potrzeby odbiorcy, poprzez produkcję – do dostawy wyrobu do klienta – informuje Zdzisław Maliszewski, pełnomocnik ds. jakości Stolarka Wołomin SA.

System jakości w Stolarce Wołomin jest tak skonstruowany, że funkcjonuje jak żywy organizm, ciągle się doskonali, dodatkowo jest sprawdzany co pół roku przez audytora zewnętrznego.

– W momencie wyboru firmy certyfikującej było istotne, aby zaproponowana metoda opracowania systemu była wypracowana oddolnie. Teraz zasadą jest, że sam pracownik kontroluje swoją pracę – twierdzi Zdzisław Maliszewski.

Wyjście naprzeciw potrzebom i oczekiwaniom klienta wołomińskiej Stolarki doskonale obrazuje fakt, że firma każdego roku wprowadza do swej oferty 1-2, a nawet 3 nowe produkty, które powstały niejako na życzenie odbiorców, zgłaszane np. w ankietach rozsyłanych przez firmę. Poprawa jakości obsługi klienta w praktyce wyraża się także w utworzeniu na terenie firmy centrum obsługi klienta – dla odbiorców indywidualnych oraz wydzielonej komórki do obsługi klientów instytucjonalnych. Ponadto handlowcy działający w terenie są wspomagani przez zespół przedstawicieli regionalnych.

– Załoga firmy doskonale zdaje sobie sprawę, że w warunkach ogromnej konkurencji stałe doskonalenie jakości jest koniecznością, nawet jeśli wiąże się to z dodatkowymi obowiązkami. Dlatego wdrożenie systemu ISO spotkało się ze zrozumieniem u pracowników. Zapewne ułatwił to fakt, że pracownicy są w znacznej części współwłaścicielami firmy, jako jej akcjonariusze identyfikują się z przedsiębiorstwem – uważa Tadeusz Mackiewicz, koordynator prac nad wdrożeniem systemu ISO.

Stolarka Wołomin SA chlubi się długoletnią tradycją, powstała w 1953 r. jako Zakład Stolarki Budowlanej w Wołominie. W grudniu 1992 r. Zakład Stolarki Budowlanej SA – utworzony przez załogę przedsiębiorstwa, na podstawie umowy ze skarbem państwa, przejął w leasing mienie dotychczasowego państwowego przedsiębiorstwa.

– Na rynku stolarki budowlanej zdobyliśmy pozycję niekwestionowanego lidera, jesteśmy największym producentem w Polsce, a nawet w Europie. Wytwarzamy co roku ponad milion okien i drzwi, oferujemy wiele odmian i wzorów, produkowanych zarówno w wielkich seriach, jak i na indywidualne zamówienia – informuje Leszek Mazurkiewicz, prezes Zarządu Stolarki Wołomin SA.

Od 1993 r. przedsiębiorstwo notuje stały wzrost obrotów. Przychody ze sprzedaży w 1996 r. wyniosły     152  880 tys. zł, dwa lata później już 205 317,6 tys. zł. Produkty wołomińskiej firmy wykorzystują m.in. Budimex SA, Warbud, Exbud Holding, Jedynka Poznań, Mostostal Warszawa, Daewoo – FSO Motor, Politechnika Warszawska, KPBP Bick SA, Elektrociepłownie Warszawskie SA.

Długa jest lista nagród i wyróżnień, którymi chlubi się Stolarka Wołomin SA. W 1997 r. przedsiębiorstwo otrzymało godło „Teraz Polska” za okna jednoramowe. Okna Hermetic o konstrukcji drewnianej zostały nagrodzone Złotym Medalem Międzynarodowych Targów Poznańskich Budma ’98. W ostatnim czasie Kapituła Mazowieckiej Nagrody Jakości postanowiła przyznać to wyróżnienie Stolarce Wołomin SA.

Wręczenie certyfikatu ISO 9002 Stolarce Wołomin SA zbiegło się z uroczystym otwarciem nowo wybudowanego zakładu podłóg warstwowo klejonych. Inwestycja kosztowała 30 mln zł. Będzie się tu wytwarzać 500 tys. mkw. podłóg rocznie. Podłogi warstwowo klejone są nowością na polskim rynku. Deska podłogowa jest zbudowana z trzech, odpowiednio uformowanych warstw drewna, sklejonych ze sobą. Warstwę zewnętrzną wykonuje się z twardych gatunków drewna szlachetnego, odpornych na ścieranie, o dużych walorach estetycznych. Wszystkie zastosowane tu materiały są surowcami naturalnymi.

Warstwa wykończeniowa podłogi pozwala na zastosowanie trzech, a docelowo czterech gatunków drewna. Dzięki temu taką podłogę można wkomponować do każdego wnętrza, niezależnie od wielkości czy wystroju. Zastosowanie jest również bardzo szerokie, doskonale sprawdza się zarówno w mieszkaniach, jak i obiektach użyteczności publicznej. Konstrukcja pozwala na dowolne wzory i układy, w zależności od oczekiwań klienta oraz od wielkości pomieszczenia. Zaletą nowej podłogi jest także bardzo prosty montaż. Elementy podłogi, zaopatrzone w złącza, układa się jak klocki.

Piotr Janczarek

Dodatek reklamowy do RZECZPOSPOLITEJ.
nr 262 (5427) 09 listopada 1999 r.

]]>